Girelle con cannella – kanelbullar svedesi

 


 

GIRELLE CON CANNELLA

 

I kanelbullar sono i panini dolci tradizionali dalla cucina svedese, con profumo di cannella da capo giro e in apparenza somiglino a delle conchiglie di lumache.

Girelle di cannella

 
Ingredienti:
  • 500 g di farina 00
  • 14 g di lievito fresco di birra
  • 260 g di latte
  • 80 g di burro
  • 65-70 g di zucchero
  • 1 cucchiaio di miele
  • zucchero vanigliato
  • un pizzico di sale
per la farcitura:
  • 60 g di burro morbido
  • 2 cucchiaini di cannella
  • 35 g di zucchero
  • 1 cucchiaio di miele
  • 1 manciata di noci (opzionale)

 

Preparazione:
Faccio sciogliere il lievito nel latte tiepido, a parte in una casseruola sciolgo il burro con lo zucchero. Verso nella ciotola grande la farina, un pizzico di sale, aggiungo il latte con il lievito sciolto e il burro fuso con lo zucchero intiepidito. Impasto tutti l’ingredienti con le mani oppure usando la frutta elettrica per circa 10 minuti. La pasta dovrebbe staccarsi facilmente dalle le manie ed essere lucida. Copro la ciotola con un panno pulito e lascio in un luogo caldo e senza spifferi per lievitare e raddoppiare il suo volume, circa 1 ora. Nel frattempo preparo la farcitura spalmabile che da un carattere ai nostri panini. In un recipiente mescolo il burro con la cannella, zucchero e miele per ottenere una crema omogenea.
Stendo la pasta con il matterello sul piano di lavoro ben infarinato, creo la sfoglia rettangolare ad uno spessore di circa 1,5 cm. Spalmo sulla superficie dell’impasto la farcitura di cannella, lasciando lo spazio libero dal ripieno di circa 3 cm, in fine cospargo sopra una manciata di noci tritati. La striscia finale la bagno leggermente con l’acqua oppure con un uovo sbattuto e arrotolo tutto ben stretto. Lascio il rottolo per qualche minuto a far aderire e lo taglio formando dei dischi dello spessore di circa 1,5 – 2 cm. Sistemo i dischi su un’ampia teglia foderata con carta da forno a intervalli l’uno dall’altro lasciando lo spazio per lievitare.
Inforno a 170 gradi per circa 15 minuti, finché raggiungono un bel colore dorato.
Se vuoi, la parte superiore si può decorare spalmando sopra la glassa di zucchero a velo e acqua.

Kanekbullar - Girelle con cannella

I kanelbullar si possono congelare.
Joanna e Gabriele

 

Drożdżowe bułeczki z rodzynkami i kruszonką


DROŻDŻÓWKI Z KRUSZONKĄ NA SŁODKIE ŚNIADANIE

Słodkie bułeczki z kruszonką powstały z przepisu na ciasto drożdżowe. Jeśli więc, ktoś z Was nie ma chęci na formowanie babeczek, to bez żadnego problemu może użyć tego samego przepisu, by upiec ciasto w dużej brytfannie,  posypane na wierzchu słodką kruszonką. Wydłuża się jedynie czas pozostawienia ciasta w piekarniku do około 30-40min. Przed wyjęciem zawsze warto sprawdzić patyczkiem czy jest już upieczone.
Swego czasu potrzebowałam zręcznych ” 1-osobowych ” porcji, aby co rano na śniadanie zaoferować wielkiemu łasuchowi świeże i pyszne pieczywo, bez wychodzenia z domu. Stąd też taka moja innowacja.

Bułeczki same w sobie nie są przesadnie słodkie, a dodatkowego smaku i kruchości dodają im skórka pomarańczowa i apetyczna kruszonka na wierzchu.
Ciasto nie wymaga pracochłonnego i długiego procesu wyrabiania. Mnie zajmuje to mniej więcej 10 min.
Z podanego przepisu wychodzi około 24 – 25 sztuk, to dosyć dużo, a jak wiadomo ciasto drożdżowe szybko czerstwieje. Z tego też względu po około 2 godzinach od wyjęcia z piecyka, gdy dobrze ostygną pakuje je w foliowe woreczki i zamrażam.
Codziennie rano gdy przygotowuje śniadanie wkładam potrzebną ilość do kuchenki mikrofalowej na 100W! na ok. 3-4 minuty. Można też rozmrażać je na suchej patelni pozostawiając na małym ogniu przez ok. 4-5 min. i pamiętając o wielokrotnym przekręcaniu lub po prostu wyjmuję z zamrażarki 2-3 godziny wcześniej do temp. pokojowej.

Bułeczki z rodzynkami i kruszonką to doskonały odpowiednik konfekcjonowanych, przesłodzonych, niezdrowych przekąsek zawierających mnóstwo konserwantów, ulepszaczy i barwników.
Lubię je jeść na pierwsze śniadanie do zimnego mleka czy kakao. Można też zabrać zamrożone bułeczki (w drodze powoli rozmarzną) do szkoły, czy do pracy na drugie śniadanie i popijać sokiem owocowym albo… smoothie!
I co Wy na to?

 
Składniki:
  • 680 g mąki
  • 4 dkg drożdży
  • 3 jajka
  • 180 g cukru + cukier waniliowy
  • 170 g masła
  • 200 ml mleka
  • zapach cytrynowy
  • 200 g rodzynek
  • 30 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • szczypta soli
 
Kruszonka:
  • 80 g masła
  • 130 g mąki
  • 100 g cukru + cukier waniliowy

 
Przygotowanie:
Rozcieram świeże drożdże  (zawsze temp. pokojowa)  z cukrem. Do dużej miski wsypuję mąkę, po środku robię dołek i wlewam roztrzepane jajka, drożdże połączone z cukrem, ciepłe mleko i ostudzone roztopione masło, wsypuję cukier waniliowy oraz szczyptę soli. Wszystkie składniki mieszam ręką bądź łyżką, tak aby cała mąka wchłonęła się. Przykrywam ściereczką kuchenną i odstawiam w ciepłe miejsce na 3 godziny do wyrośnięcia.
W międzyczasie przygotowuję kruszonkę. Osobno w misce łączę masło razem z cukrem, cukrem waniliowym oraz mąką. Robię to dosyć szybko i nie staram się by składniki połączyły się w jednolity kawałek ciasta. Rozkruszam je w ręku, tak aby powstały mniejsze i większe grudki gotowe do posypania. Wkładam do lodówki, do czasu gdy będę formować bułeczki.
Rodzynki namaczam w gorącej wodzie, a gdy woda ostygnie odciskam je.
Po upływie trzech godzin ciasto wyrabiam ręką lub robotem kuchennym przez około 10 min. dodaję rodzynki, skórkę pomarańczową i zapach cytrynowy, powtórnie krótko wyrabiam, aby rodzynki rozłożyły się równomiernie.
Ciasto przykryte ściereczką znów odstawiam w ciepłe miejsce na około pół godziny (do 1 godz.). Przygotowuję 2 blachy wykładając papierem do pieczenia. W wilgotnych rękach formuję kulki średnicy 5-6 cm i układam na blasze w odstępach. Wszystkie bułeczki posypuje na wierzchu przygotowaną kruszonką. Obydwie blachy wkładam do ciepłego pieca przy temp. 100 st. C. Piekę około 25 min. w temp. 175 st. C uważając by osiągnęły ładny bursztynowy kolor.
Żeby zawsze mieć świeże bułeczki pod ręką, gdy już dobrze ostygną, zamrażam je popakowane w plastikowych woreczkach.
Joanna Justyna

 

Piccoli tentazioni di cioccolato


TARTUFI DI CIOCCOLATO FONDENTE AL RUM E CANNELLA

La ricetta dei tartufi al cioccolato ho ricevuto dalla mia collega di lavoro, una vera amante di cioccolatini e biscotti fatti in casa. Li fa spesso per sé e per la sua famiglia, confezionati nel modo carino regala a i suoi amici. È una bellissima idea per un regalo simpatico, così caloroso, dritto dal cuore.
Mi piaceva ascoltare, quando raccontava con grande passione dei suoi dolcissimi prodotti, per quello ho chiesto che mi portasse alcune ricette. In particolare mi ha colpita quella dei tartufi al cioccolato.
Se amate i cioccolatini che si sciolgono lentamente in bocca, dovreste certamente provare i deliziosi tartufi al cioccolato con il rum e una delicata nota di cannella.
Rimanete sorpresi dal loro gusto raffinato!

 

TARTUFI DI CIOCCOLATO FONDENTE – ricetta della Nadia

 

Ingredienti:
  • 250 g di cioccolato fondente al 60%
  •  200 ml panna fresca
  •  30 g di miele di acacia
  •  40 g di burro morbido
  •  1 cucchiaino di cannella in polvere
  •  20 ml di rum
  •  per rivestimento, granella: pistacchi finemente tritati, fiocchi di mandorle, trucioli di cocco, zucchero a velo o anche cacao in polvere…

 
Procedimento:
Faccio sciogliere il cioccolato a pezzetti a bagnomaria o in forno a microonde a 500W per 1 minuto. Ripeto l’operazione per tre volte, mescolando dopo ogni minuto. A parte scaldo la panna con il miele e la cannella, verso in due volte nel recipiente con cioccolato fuso e mescolo energicamente per ottenere una bella crema lucida senza grumi. Continuano a mescolare, metto il burro morbido a pezzetti e aggiungo il rum. Quando tutti gli ingredienti si uniscono bene, copro con la pellicola e lascio in frigorifero per qualche ora (preferibilmente durante la notte) che la crema si rapprenda. Il giorno dopo verso i pistacchi finemente tritati (o trucioli di cocco a piacere) sul vassoio e con i guanti di latice, faccio delle palline di addensata massa di cioccolato e li passo nella granella. Usando diversi tipi di granella (2-3) i tartufi si presentano molto più eleganti.
Se desiderate un rivestimento croccante è necessario sciogliere e temperare 200g di cioccolato fondente, e ricoprire le sfere.
I tartufi si conservano per 15 giorni in un luogo fresco e asciutto… sempre se li fate durare?????

 

Joanna e Gabriele

 

Czekoladowe zapomnienie


TRUFLE CZEKOLADOWE Z RUMEM I NUTĄ CYNAMONU

Przepis na trufle czekoladowe dostałam od mojej koleżanki z pracy, prawdziwej miłośniczki domowych czekoladek i ciasteczek.
Często robi je dla siebie i rodziny, a pięknie opakowane podarowuje swoim przyjaciołom. Jest to doskonały pomysł na sympatyczny prezent, taki prosto od serca.

Lubiłam zawsze słuchać, gdy z wielką pasją opowiadała mi o swoich słodkich wyrobach, dlatego też poprosiłam ją o kilka swoich wypróbowanych przepisów. W szczególności zainteresował mnie ten na trufle czekoladowe.
Jeśli lubicie rozkoszować się czekoladkami, które powoli rozpływają się w ustach, koniecznie powinniście wypróbować wyśmienite trufle czekoladowe z rumem i delikatną nutą cynamonu.
Zaskakują swoim wyrafinowanym smakiem!

TRUFLE CZEKOLADOWE

Składniki:
  • 250 g gorzkiej czekolady 60%
  • 200 ml śmietanki kremówki 30%
  •  30 g miodu (akacjowego)
  •  40 g miękkiego masła
  •  1 łyżeczka cynamonu w proszku
  •  20 ml rumu
  •  do obtoczenia w/g smaku: posiekane drobno orzeszki pistacjowe, płatki migdałowe, wiórki kokosowe lub cukier puder czy kakao…

 

Przygotowanie:
Kawałki czekolady rozpuszczam w kuchence mikrofalowej 500W przez 1 min. Proces ten trzeba potarzać 3 razy i za każdym razem przemieszać, można też rozpuścić w kąpieli wodnej. Czekolady nie mozna rozpuszczac bezposrednio na gazie, bo rozwartwi sie!
Osobno podgrzewam śmietankę razem z miodem i cynamonem, ciepłe przelewam na 2 razy do naczynia z rozpuszczoną czekoladą i mieszam bardzo energicznie, tak by otrzymać błyszczącą masę bez grudek. Wciąż mieszając wrzucam kawałki miękkiego masła i dodaję rum. Gdy wszystkie składniki  ładnie połączą się ze sobą, naczynie przykrywam folią plastikową i wstawiam na kilka godzin do lodówki (najlepiej na całą noc), żeby masa zesztywniała.
Następnego dnia wysypuję na talerz drobno posiekane pistacje (lub wiórki kokosowe w/g smaku), a z masy czekoladowej rękoma formuję kulki i obtaczam w posypce. Można użyć 2-3 różnych posypek, wtedy trufle będą prezentować się bardzo elegancko. Przy formowaniu kulek warto używać rękawiczek jednorazowych.
Jeśli chcielibyście otrzymać kruchą powłoczkę czekoladową, trzeba dodatkowo rozpuścić i temperować 200 g gorzkiej czekolady, a potem obtoczyć w niej nasze kulki.
Trufle można przechowywać w chłodnym i suchym miejscu przez 15 dni… jeśli do tego czasu uda się Wam im oprzeć????

Joanna Justyna

 

A chi non piacciono i gelati?


IL GELATO AL PISTACCHIO

Gelati, gelati… il fresco  piacere delle giornate calde. Gelati alla crema, frutta, al cioccolato… a chi di noi non piacciono?  D’estate godiamo la varietà dei sapori e le gelaterie ci sorprendono sempre di più con i gusti più stravaganti.
E se… se una volta ci proviamo farli da soli? 
Io sono stata costretta dalla mia pasticceria preferita che ogni anno chiudeva per la stagione invernale.

Un simpaticissimo vecchietto col quale stavo lavorando in questo periodo era un goloso ammiratore del gelato al pistacchio. Quando arrivava l’inverno e le nostre scorte erano finite da un pezzo, spesso ripeteva con la voce nostalgica: avrei voglia del gelato… non ti rimasto niente? A proposito di questo mi venuta l’idea di tentare a farlo da sola. E perché no!
Ho iniziato a cercare nel internet una ricetta perfetta e processo di lavoro, passo dopo passo. Come immaginate gli articoli sono tanti, a me hanno ispirato due, non molto complicati. Il giorno dopo sono andata al negozio per completare tutti gli ingredienti che avevo bisogno e con entusiasmo ho cominciato lavorare. Ancora una volta ho analizzato  entrambe le ricette, dopo un piccolo ritocco ho deciso di usare una semplice e veloce senza utilizzo di tuorli d’uovo. Quando facciamo i gelati oltre il gusto molto importane è la tecnica di produzione. Soprattutto se non abbiamo a disposizione una macchina per fare gelato.

Mi ricordo che tanti anni fa,  una volta ho provato a farli. Purtroppo il tentativo finì in un fiasco. Il gusto era impeccabile, però il gelato era così duro che dovevo usare la sega elettrica per dividere a porzioni. Così,  questa volta mi sono concentrata sul processo di lavorazione. Il gelato già dal primo tentativo è uscito perfetto e posso dirvi che dedicando dell’attenzione e una piccola dose di pazienza l’effetto può essere sorprendente!  E’ importante di aerare la massa del gelato con miscelazioni frequenti ma brevi, prestando molta attenzione a non riscaldarla troppo perché può produrre i cristalli del giaccio che trasformano il nostro gelato in un blocco di cemento.
Il gelato ha un gusto veramente eccezionale, molto meglio del questo comprato al negozio o anche nella gelateria. È tanto cremoso, soffice e si riesce prendere facilmente con un cucchiaio. Ha un meraviglioso sapore del pistacchio invece di una polvere verde al nebbioso ricordo dei noci.
E allora chi ha voglia del gelato?

GELATO AL PISTACCHIO

 

Ingredienti:                      ( per circa 1 litro del gelato )
  • 1 bicchiere di pistacchi sbucciati  (recipiente da 250 ml)
  • 4 cucchiai di miele
  • 250 ml di latte intero
  • 750 ml di panna fresca
  • 1 70 -200 g di zucchero
  • 100 ml di alcool (vodka, rum)
  •  qualche goccia di aroma di mandorle (opzionale)
     
Procedimento:
I pistacchi li metto nella ciottola e verso dell’acqua bollente lasciando  a mollo per circa 5 -10 min, questo mi aiuta a togliere più facilmente  il guscio e la pellicina. Elimina anche il sale, completamente o quasi. I pistacchi vengono sbucciati dalla pelle marrone in modo che rimangono i noci verdi.  Il precorso è più tosto noioso, quindi se alcuni non si riescono a spelare non importa, possono rimanere con la pellicina.
Nel frullatore metto il miele, 200 ml di panna ed i pistacchi precedentemente puliti, (consiglio di tenerne un po’ da parte per poi tritarli grossolanamente da aggiungere al gelato verso la fine per dargli una piacevole croccantezza) trito il tutto finché diventa una pasta liscia e omogenia.  Nel un pentolino scaldo il resto della panna e latte insieme allo zucchero fino che si scioglie e rimuovo dal fuoco. Fate attenzione a non far bollire! In una ciotola capiente metto il composto di pistacchi e verso lentamente la miscela di latte, panna e zucchero, lavorando con una frusta elettrica in modo da ottenere un liquido liscio. Aggiungo l’alcool e qualche goccia di aroma alla mandorla. Lascio  raffreddare Appena prima di mettere nel congelatore mescolo ancora una volta molto bene (sempre con la frusta elettrica ), per avere una massa ariosa e soffice. La miscelazione la ripeto circa ad ogni ora. Vi ricordo di mescolare molto brevemente 1-2 min. e mettere subito nel congelatore. L’azione ripeto almeno 5-6 volte. All’inizio il gelato ha una consistenza liquida appena cremosa, ma dopo 3-4 ore comincia diventare sempre più denso. A quel punto aggiungo una macinata di pistacchi precedentemente tritati e li faccio incorporare. 
Incoraggio tutti a provare almeno una volta!
Joanna e  Gabriele

 

 

Któż z nas nie lubi lodów?


LODY PISTACJOWE

Lody, lody, lody… zimna ochłoda letnich dni. Lody kremowe, owocowe,  czekoladowe…  któż z nas ich nie lubi? Latem rozkoszujemy się ich smakiem, a nasi cukiernicy prześcigają się w pomysłach coraz to bardziej zwariowanych gustów.
A czy próbowaliście kiedyś zrobić je samodzielnie?
Mnie zmusiła tego do moja ulubiona lodziarnia, którą co roku zamykali na sezon jesienno-zimowy.
Bardzo miły staruszek, u którego wtedy pracowałam, był  niepoprawnym wielbicielem lodów pistacjowych. Gdy nadchodziła zima, a nasze zapasy wyczerpywały się, często powtarzał nostalgicznym głosem: zjadłbym loda … nie zostało Ci coś?…
Wtedy zabłysła mi myśl, a gdyby tak spróbować zrobić je samemu! A dlaczego nie?
Zaczęłam wertować strony internetu w poszukiwaniu idealnego przepisu i procesu robienia lodów. Wpisów jak wiadomo jest ogromna ilość, ale mnie zainteresowały dwa, niezbyt skomplikowane. Następnego dnia wybrałam się na zakupy by skompletować potrzebne mi rzeczy i ochoczo zabrałam się do dzieła. Jeszcze raz przeanalizowałam oba przepisy  i po kosmetycznej przeróbce zdecydowałam się na prosty i szybki sposób bez użycia żółtek.

Przy robieniu lodów, oprócz smaku bardzo ważna jest też technika, oczywiście w przypadku gdy nie posiadamy maszynki do ich produkcji.
Już wiele lat wcześniej, pamiętam, próbowałam je zrobić. Próba niestety zakończyła się fiaskiem. Pod względem smaku były bez zarzutu, ale niestety tak się zamroziły, że potrzebna była piła elektryczna by je poporcjować. Tym razem więc postanowiłam pilnie skupić się na procesie ich wytwarzania.  Lody już za pierwszym podejściem wyszły doskonałe i z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, że przy poświęceniu uwagi oraz odrobiny cierpliwości efekt może być zaskakujący!
Ważne jest to by napowietrzać masę lodową przez częste, ale krótkie miksowanie, zważając baczną uwagę by w tym czasie nie ociepliła się i nie zaczęła wytwarzać zamarzniętych kryształków.
Lody mają genialny smak, o niebo lepszy niż te, które kupujemy w sklepie, a nawet w naszych wypróbowanych cukierniach. Są kremowe, puszyste i bez problemu dają nabrać się na łyżkę.
Mają cudowny smak orzeszków pistacjowych, a nie zielonego proszku z letnim wspomnieniem pistacji…
A więc kto ma ochotę na lody?!

 

LODY PISTACJOWE

Składniki :                (porcja na ok. 2 litry lodów)
  • 1 szklanka obranych orzeszków pistacjowych
  •  4 łyżki miodu
  •  1 szkl. pełnego mleka
  •  3 szkl. śmietanki kremówki 30%
  •  1 szkl. (nie pełna !) cukru
  •  100 ml alkoholu (wódka, rum)
  •  kilka kropel aromatu migdałowego (opcjonalnie)
 
Przygotowanie:
Ze względu na to, że w sprzedaży najcześciej znajdziemy orzeszki solone musimy je najpierw dobrze wypłukać. W miseczce zalewam je przynajmniej dwukrotnie wrzątkiem i pozostawiam na ok. 1-2 min. Pomaga mi to również  łatwiej pozbyć się łupinek i skorupek. Pistacje obieram z brązowej skórki, tak aby pozostały same zielone orzeszki. Jest proces trochę żmudny, wiec jeśli niektóre nie dają się obrać, to nie ma znaczenia, moga być ze skórką. Następnie miód, ok. pół szkl. śmietanki i orzeszki pistacjowe (garstkę pozostawiam do poćwiartowania) wrzucam do blendera i miksuję tak długo, aż praktycznie staną się płynną masą, wypuszczając z siebie aromat i olejki.
Pozostałą śmietankę i mleko podgrzewam razem z cukrem, aż do jego rozpuszczenia i zdejmuję z palnika. Uważajcie by nie zagotować! Całość wlewam powoli do naczynia z pistacjami i miksuję na gładką masę. Dodaję wódkę i kilka kropel aromatu migdałowego. Schładzam do temperatury lodówkowej. Tuż przed wstawieniem do zamrażarki jeszcze raz miksuję, aby nadać masie puszystości i przelewam do większego kontenera. Czynność miksowania powtarzam w mniej więcej godzinnych odstępach. Pamiętajcie, że miksować należy krótko ok.1-2 min. by masa zbytnio nie ocieplała się. Na początku lody mają konsystencję zaledwie kremową, ale po przynajmniej trzecim kręceniu (3-4 godz.) zaczynają ładnie (zauważalnie) gęstnieć. Czynność miksowania powtarzam przynajmniej 5-6 razy. Na końcu wrzucam garść pozostałych, poćwiartowanych pistacji.
Zachęcam wszystkich do spróbowania.

Joanna Justyna